~muzyka~
- Blair?- zapytałam niepewnym tonem- To ja Violetta
- Violetta, Violetta- wymieniała kilkakrotnie moje imię.- Violetta Castillo? To ty?- Mówiła z niedowierzaniem
-Tak to ja. Stwierdziłam, że pora odnowić naszą znajomość- uśmiechnęłam się do niej przez słuchawkę.
- Masz rację. Nie dzwoniłam do ciebie odkąd wyjechałam. Bardzo cię za to przepraszam,ale nie potrafiłam- Jej ton z radosnego momentalnie posmutniał.
- Nie przejmuj się. Ja też nie jestem idealna. Mogłam sama zadzwonić. Powiedz mi teraz, gdzie jesteś?- lekko zaśmiałam się wymawiając ostatnie zdanie.
- Matka zafundowała mi dom w Buenos Aires. Byłam za Francją, albo Polską
-Dlaczego Polską? To mały kraj z trudnym językiem- Usiadłam na progu fontanny
- Chciałam zobaczyć kraj w którym wychowała się Dorota moja pokojówka, opiekunka, a nawet członek rodziny.
-Zapomniałam ci jednego powiedzieć..- urwałam , aby dać jej do zrozumienia, że to ważne.
- Tak? Coś się stało?- Pytała lekko przerażona
- Nic się nie stało. Oprócz tego, że jestem w Buenos Aires!- dziewczyna w odpowiedzi krzyknęła głośno do słuchawki.
- Okej. Spokojnie spotkajmy się o- Odruchowo spojrzałam na zegarek- Spotkajmy się z pół godziny. Czyli o 13 pasuje ci ?
- W sumie. To nawet mi pasuje. Tylko gdzie? Może w starbucks?
-Świetnie!To jesteśmy umówione.
-Przepraszam, ale muszę kończyć. Do zobaczenia.- Szybko rozłączyła się, a ja usłyszałam charakterystyczne pikanie.Wstałam z progu, kiedy to nagle dostałam w głowę piłką od siatkówki i wpadłam do fontanny.
Zaczęłam masować swoją głowę. Powoli wstawałam z fontanny, aż zobaczyłam męską dłoń przed sobą. Złapałam się za nią, na co skutkiem było to, iż zostałam podciągnięta i stałam na ziemi.
-Bardzo cię przepraszam. Piłka wymknęła nam się spod kontroli i jakoś tak wyszło.- Chłopak tłumaczył się bardzo speszony, ale ja nie chciałam go słuchać
- To nie jest normalnie!Odpowiedz mi, ale szczerze kto normalny gra w siatkówkę w parku!?- mówiłam bardzo zła na chłopaka.
- Widzę, że naprawdę coś ci się stało, bo dwa razy powiedziałaś normalnie- uśmiechnął się do niej promiennie- A tak w ogóle to jestem Justin- zdjął swój full cap i przeczesał grzywkę
- Phi myślisz, że jestem taka naiwna?- Mówiłam do niego z wyrzutem- Justin to nie jest Argentyńskie imię nieprawdaż?- Chciałam wypowiadać się elokwentnie, ale mi się to nie udawało.
- Zgadłaś to nie jest Argentyńskie imię. Pochodzę z USA dokładnie z Los Angeles.- Dlaczego wszyscy których znam pochodzą z USA czy tam jest, aż tak źle, że wszyscy wyprowadzają się stamtąd!?
- No cóż miło było, ale się skończyło. Muszę iść przebrać się do domu a potem pędzić na spotkanie z koleżanką, bo ty i twoi koledzy musieliście mnie tak urządzić. Ale nie wspominajmy o tym. Do zobaczenia Justinie.-Powiedziałam bardzo szybko. Nie miałam zamiaru stać cała przemoczona z tym głupkiem, przystojnym głupkiem.
- Może cię odprowadzę? Nie jestem pewien czy powinnaś iść sama po takim upadku.- Chłopak widocznie nie chce się ze mną rozstawać. Tak rozchwytywana ja. Długo nie myślałam nad odpowiedzią
-Justin. Dam sobie radę. Nie mam pięciu lat. W przeciwieństwie do niektórych.-Popatrzyłam na chłopaka spode łba. - Nie sądzisz, że powinnam być w tym momencie na ciebie zła?
-Nie dlaczego?-uśmiechnął się sarkaztycznie. Na co ja lekko się zaśmiałam. Staliśmy w bezpiecznej od siebie odległości.Dlatego postanowiłam ją trochę zmniejszyć i podeszłam do nie go. Nie sądziłam, że aż tak rąbnęłam w tę fontannę, ponieważ o mały włos ponownie bym do niej wpadła. Dzięki bogu, że Justin ma dobry refleks, ponieważ mnie złapał. Byliśmy przez chwilę w dziwnej sytuacji. Do momentu, kiedy to ja odchrząknęłam, a on postawił mnie na ziemię.
- Chyba miałeś rację. Podwieziesz mnie do domu swoją hulajnogą, albo rowerem?- Zaśmiałam się, na co chłopak się oburzył i momentalnie spoważniał.
-Dobrze mogę cię podwieźć moją jak to ujęłaś hulajnogą.-Chłopak mówiąc to wziął w ręce piłkę, która jeszcze pływała w fontannie. Odwrócił się i poszedł w stronę alejki na przeciwko.
Patrzyłam na niego z widocznym zdziwieniem.
-To idziesz czy nie Cinderella?- Krzyknął do mnie a ja w odpowiedzi udałam się w jego stronę. Przez następne 10 minut, Justin musiał tłumaczyć swoim kolegom, że idzie mnie odwieźć do domu.W tym czasie napisałam SMS'a do Blair, że przekładamy nasze spotkanie na 14. O dziwo nawet nie napisała słowa "dlaczego?" zwykłe ok. Razem z Justinem poszliśmy na parking gdzie stała jego hulajnoga. Chłopak podszedł do Kawasaki ZX-14R. Nie powiem, że nie byłam zdziwiona, kiedy wyją kluczyki do tego cuda. Lekko się wzdrygnęłam, na myśl, ze będę tym jechać. Nie wiem skąd, ale podał mi kask, czarny, bardzo ładny kask.Na swoja głowę włożył srebrny. Chłopak wsiadł na motor i kazał mi wsiąść. Powolny, ale zdecydowanym ruchem wsiadłam na ta piekielną maszynę. Kiedy siedziałam już wygodnie Justin odezwał się o mnie.
-Obejmij mnie.- Zrobiłam to o co prosił.
- Jakbyś mógł to wysadź mnie na Alei 9 lipca. Dobrze?- Powiedziałam do niego przesłodzonym głosem.Nic nie odpowiedział. maszyna powoli ruszyła, włączając się do ruchu Na początku jechaliśmy powoli.Dopiero potem Justin przyśpieszył i pędziliśmy przez miasto. Po 10 minutach byliśmy już na miejscu. Chłopak zaparkował tam gdzie mógł, a ja zeszłam z motoru. Zdjęłam kask i podałam brunetowi.
-Zapomniałaś mi powiedzieć jak masz na imię- uśmiechnął się do mnie
- To już moja słodka tajemnica Justinie- Odwróciłam się od niego i udałam się w stronę domu.
Kiedy do niego doszłam. n parkingu stał tylko mój samochód. Nie ma rodziców w domu. Kamień spadł mi z serca. Otworzyłam drzwi i po cichu udałam się do pokoju. Ubrania zdążyły mi już trochę przeschnąć ze względu, na jazdę motorem.Poszłam do łazienki, wysuszyć włosy. Kiedy to zrobiłam wzięłam kosmetyki i wyszłam z łazienki. Zerknęłam do szafy i ubrałam się, w legginsy z motywem moro, do tego czarny crop top . Kucnęłam i wzięłam moje superstary. Podeszłam do toaletki stojącej w rogu pokoju i usiadłam na krześle. Wyjęłam z kosmetyczki szminkę w kolorze bordowym i pomalowałam nią usta.Następnie poprawiłam swoje kreski i musnęłam rzęsy tuszem. Stwierdziłam, że tak ubrana i umalowana pójdę na potkanie z Franceską, Leonem i znajomymi. Mając jeszcze 30 minut postanowiłam zrobić coś z włosami. Związałam je w luźny kucyk i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej wodę mineralną. Napiłam się, a pustą butelkę wyrzuciłam do kosza na śmieci.Wzięłam kluczyki do samochodu z szafki i udałam się do wyjścia z domu. Wychodząc zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Wsiadłam do samochodu i włożyłam kluczyki do stacyjki. Przekręciłam je a samochód momentalne odpalił. Ruszyłam w stronę starbucks'a. Zaparkowałam na najbliższym parkingu. Zapłaciłam w parkomacie i poszłam w stronę starbucks'a. Otworzyłam drzwi i od samego wejścia, uderzył mnie gwar ludzi, będących w środku. Usiadłam przy najbliższym stoliku. Z torebki wyjęłam swojego Iphona 6 i słuchawki. Miałam jeszcze 10 minut, postanowiłam dla relaksu posłuchać muzyki. Włączyłam moją ulubioną piosenkę Lifehouse You and Me.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Wiem. Krótki i beznadziejny, ale nie chciałam tyle atrakcji w CZĘŚCI rozdziału. W next'cie będzie full wypas XD
Aby was nie przemęczać 3 komentarze i dodam 3 rozdział
Bardzo was szanuję i każdy komentarz jest dla mnie, mega ważny.
Pozdrawiam Martynaa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz