17.06.2015

OS-Jelena "Just the way you are"

   
Witam!
Przychodzę do was z OS 
Tekst pisany dużą czcionką jest to telewizja lub tekst pisany w gazetach.
Tekst pisany pogrubiony jest to narracja trzecioosobowa.



Otworzyłam  oczy. Byłam  tak skacowana, że nawet nie pamiętam, jak dostałam się do łazienki. Umyłam na początku twarz, następnie cała weszłam do kabiny prysznicowej. Umyłam się limonowym żelem pod prysznic, a włosy szamponem Pantene. Wyszłam z kabiny i wzięłam z szafki jasnoróżowy ręcznik. Opatuliłam się nim. Przeszłam do garderoby. Głowa bolała mnie nie miłosiernie. Wyjęłam z szuflady sportową bieliznę. Szybko założyłam ją na siebie. Następnie ubrałam się w podkoszulek, a na to nałożyłam satynowy szlafrok. Udałam się do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej sok pomidorowy, masło i szynkę. Zamknęłam ją. Potem podeszłam do chlebaka i wyjęłam chleb. Zrobiłam kanapkę i usiadłam przy stoliku. Włączyłam telewizor, akurat leciały wiadomości. 

  „W dzisiejszym wydaniu Hollywood Life Selena Gomez razem ze swoimi przyjaciółkami nieźle zabalowały.- Gdy to usłyszałam myślałam, że wypluje kanapkę. W dodatku dodali takie brzydkie zdjęcie.- Co się przyczyniło do tego, że Miley Cyrus założyła normalne ubranie?
Zacznijmy od początku. Na festiwalu Coachella Selena razem z Taylor, Ellie i Vannessą nie szczędziły od alkoholu, nie mówiąc o tym, że bawiły się razem z Justinem i jago kumplami. Czyżby Selena wybaczyła Justinowi zdradę z Kendall Jenner? Widać było, że świetnie się bawili- Bzdura! Nic takiego nie pamiętam. Co z tego, że nie pamiętam prawie całego festiwalu, ale to szczegół!.- Najprawdopodobniej nasza była gwiazdka Disneya nauczyła się tańczyć na rurze, gdyż bardzo dobrze sobie radziła. Po skończonej imprezie udała się w towarzystwie Biebera do jej willi. Nie możemy się doczekać, co z tego wyniknie. A teraz Miley znana już….”


Wypiłam szybko nalany poprzednio sok pomidorowy i pobiegłam do sypialni. Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Słodko śpiący Bieber w moim łóżku ! Zdjęłam z niego kołdrę, którą był opatulony, ale momentalnie znów go przykryłam, ze względu na to, że był nago! Zaraz zwariuję! Zaczęłam nim potrząsać. Chłopak otworzył oczy.
-Co się dzieje?- powiedział zaspanym głosem poprawiając włosy. – Selena co ty robisz w moi- otworzył szerzej oczy- twoim domu?
- To ja powinnam zapytać o to ciebie!- Zrobiłam się czerwona ze złości. Już dawno u wybaczyłam  i szczerze to nadal go kocham, ale nigdy nie zapomnę tego jak mnie potraktował!
- Nie krzycz tak! Głowa mi zaraz wybuchnie. – Chciał wstać, ale w porę zorientował się, że nie ma nic na sobie.- Możesz gdzieś w swoim domu poszukać moich bokserek- uśmiechnął się do mnie. Przewróciłam oczami i udałam się na poszukiwanie jego zasranych majtek! Długo nie musiałam szukać, bo leżały w salonie. Złapałam je w dwa palce i zaniosłam mu. Justin w tym czasie przeszedł do łazienki. Lekko zapukałam do drzwi, na co chłopak je uchylił. Zauważył, że się nimi trochę brzydzę, więc szybko mi je zabrał.
- Kiedyś zrobiłabyś wszystko, żebym mieć je w ręku.- zaśmiał się drwiąco.
- Po pierwsze to było kiedyś, po drugie to ty nalegałeś- nie zapomnę tych wakacji na Hawajach
  Kiedy Justin wyszedł z łazienki i ubrał się, kazałam mu iść do domu i udawać, że nic tu się nie wydarzyło.
-Jak mam udawać!?- Warknął na moją prośbę.
- Może tak jak udawałeś, że w tedy z Kendall to nic takiego?
- Bo to było nic takiego. To była jedna wielka pomyłka. Sama wskoczyła mi do łóżka- Bronił się zacięcie, ale ja nie chciałam, go słuchać.
-I sama sobie włożyła!?- Byłam wściekła. Chciałam wywalić go z mojego domu.
- Sel, wyluzuj. Nie chciałem cię zranić. Przecież wiesz, że cię kochałem- Mówił swoim błagalnym głosikiem.
- Ty naprawdę nic nie rozumiesz! Nie wiesz jak ja się czułam, gdy czytałam w gazecie, że rozpowiedziałeś innym o tym, że mnie rozdziewiczyłeś! A myślałeś o tym jak się czułam gdy mówiono o mnie na twoim roaście? Nie powtórzę nawet tego co oni powiedzieli. Proszę cię nie komplikuj mi życia i daj mi święty spokój! Idź do jakiejś swojej lafiryndy, bo ja nie będę tego znosić. – Justin nawet się nie odezwał. Założył buty i wyszedł.
 „Czyżby Selena Gomez była w ciąży?? Ostatnio widziano ją gdy wychodziła od lekarza. Wiadomo, że była albo u ginekologa, albo u onkologa. Jednak w to drugie powątpiewamy. Co wy o tym sądzicie?”
 „Czy tylko my zauważyliśmy, że byłej gwiazdce Disneya Selenie G zaokrąglił się brzuszek?”
 „Niewiarygodne sama gwiazda potwierdziła plotki o jej ciąży! Ciekawe kto jest ojcem??”
 Nagle zadzwonił telefon. Podeszłam do niego i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Słucham?
-Selena nie masz mi nic do powiedzenia?- Byłam zaskoczona przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć
- Nie, raczej nie- Mówiłam pewna siebie
- Nie graj ze mną w kotka i myszkę. Przecież wiem, że to dziecko jest moje- Gdybym miała wodę w ustach na pewno bym ją wypluła
-Justin, to że jestem w ciąży i 8 miesięcy temu uprawialiśmy seks to jeszcze nie dowodzi, że to twoje dziecko. Nie wiesz z kim następnego dnia to robiłam, ani następnego.
- Proszę cię, to jest nie możliwe. Nawet głupek by w to nie uwierzył!
- Najwidoczniej jesteś głupkiem, bo to nie jest twoje dziecko, a nawet jeśli by było, byłbyś w stanie wziąć ze mną ślub i je wychować?- Usłyszałam tylko głuchą ciszę-Tak jak myślałam. Justin nie zrozum mnie źle, ale to dziecko zniszczyłoby ci nie tylko karierę, ale i życie.- Rozłączyłam się.
  „11.03.2017 Selena po raz pierwszy od porodu pokazała się na czerwonym dywanie musimy przyznać wyglądała oszałamiająco. Nawet jej ex patrzył na nią z pożądaniem.”
„Hailey Gomez robi większą karierę od matki! Szesnastolatka mimo tak młodego wieku została aniołkiem Victoria’s secret! To przejdzie do historii! Jednak Hailey nadal nie zna tożsamości ojca. Może jej pomożemy?”
„Hailey G poszukuje ojca! Ma już kilku kandydatów. Selena Gomez nie chce nic powiedzieć, czy da rade utrzymać swoją tajemnice w sekrecie?”
Hailey szła w stronę rezydencji  Bieberów. Zadzwoniła dzwonkiem i podała swoje dane osobowe. Frutkę , a następnie drzwi otworzył  jej ochroniarz.
-Państwo Bieber są na patio. Zaprowadzę panią tam.- Powiedział ochroniarz swoim grubym głosem. Przytaknęła tylko skinieniem głowy. Mężczyzna zaprowadził ją do pięknego pomieszczenia, w którym kłócili się.
-Nie urodzę tego dziecka, tak samo jak tamtych trzech poprzednich! Zrozum to! Nie bądź samolubny!- Mówiła Kendall
- I kto tu jest samolubny! Zabijasz nasze dzieci i nie pytasz mnie o zdanie! Zobacz Selena jakoś urodziła i wygląda Ok.- Tym razem odezwał się Justin
- Moja mama nie wygląda Ok. Ona wygląda zajebiście!- wtrąciła się Hailey
- Nie wierzę kogo my tu mamy Mała Gomez. Jesteś bardzo do niej podobna. Macie te same oczy, kości policzkowe i nos, ale usta nie jestem w stanie stwierdzić po kim. – Powiedziała Kendall
-Po Justinie- Odpowiedziała Hailey
- No rzeczywiście- jednak zaraz przemyślała co powiedziała jej szatynka- znaczy, że co proszę?- Zdziwiła się  małżonka Biebera.
-Tak Justin jest moim tatą
- Wiedziałem. Uwierz mi spotkałbym się z tobą, ale twoja matka. Powiedziała mi, że nie jesteś moja.- Tym razem odezwał się sam Bieber.
- Bo nie jestem twoja. Jestem mamy. Przyszłam cię tylko poinformować, że nie będę nikomu mówić kim jestem. Nie zaproszę cię także na mój ślub. Do ołtarza zaprowadzi mnie mama. Jeżeli potrafiłeś wyrządzić tyle krzywd rodzinie Gomez. Przynajmniej swoją uratuj. A tak w ogóle chciałabym mieć brata, więc się postaraj- Przy tym ostatnim zdaniu Hailey uśmiechnęła się i wyszła z posesji Bieberów.
  „Bieberowi rodzi się syn!”
„Bieber przyznaje, że Hailey Gomez to jego córka!”
„Bieber prowadzi swoją córkę do ołtarza!”

24.05.2015

Rozdział 2 cz. II- Cinderella

                                        ~muzyka~



- Blair?- zapytałam niepewnym tonem- To ja Violetta
- Violetta, Violetta- wymieniała kilkakrotnie moje imię.- Violetta Castillo? To ty?- Mówiła z niedowierzaniem
-Tak to ja. Stwierdziłam, że pora odnowić naszą znajomość- uśmiechnęłam się do niej przez słuchawkę.
- Masz rację. Nie dzwoniłam do ciebie odkąd wyjechałam. Bardzo cię za to przepraszam,ale nie potrafiłam- Jej ton z radosnego momentalnie posmutniał.
- Nie przejmuj się. Ja też nie jestem idealna. Mogłam sama zadzwonić. Powiedz mi teraz, gdzie jesteś?- lekko zaśmiałam się wymawiając ostatnie zdanie.
- Matka zafundowała mi dom w Buenos Aires. Byłam za Francją, albo Polską
-Dlaczego Polską? To mały kraj z trudnym językiem- Usiadłam na progu fontanny
- Chciałam zobaczyć kraj w którym wychowała się Dorota moja pokojówka, opiekunka, a nawet członek rodziny.
-Zapomniałam ci jednego powiedzieć..- urwałam , aby dać jej do zrozumienia, że to ważne.
- Tak? Coś się stało?- Pytała lekko przerażona
- Nic się nie stało. Oprócz tego, że jestem w Buenos Aires!- dziewczyna w odpowiedzi krzyknęła głośno do słuchawki.
- Okej. Spokojnie spotkajmy się o- Odruchowo spojrzałam na zegarek- Spotkajmy się z pół godziny. Czyli o 13 pasuje ci ?
- W sumie. To nawet mi pasuje. Tylko gdzie? Może w starbucks?
-Świetnie!To jesteśmy umówione.
-Przepraszam, ale muszę kończyć. Do zobaczenia.- Szybko rozłączyła się, a ja usłyszałam charakterystyczne pikanie.Wstałam z progu, kiedy to nagle dostałam w głowę piłką od siatkówki i wpadłam do fontanny.
Zaczęłam masować swoją głowę. Powoli wstawałam z fontanny, aż zobaczyłam męską dłoń przed sobą. Złapałam się za nią, na co skutkiem było to, iż zostałam podciągnięta i stałam  na ziemi.
-Bardzo cię przepraszam. Piłka wymknęła nam się spod kontroli i jakoś tak wyszło.- Chłopak tłumaczył się bardzo speszony, ale ja nie chciałam go słuchać
- To nie jest normalnie!Odpowiedz mi, ale szczerze kto normalny gra w siatkówkę w parku!?- mówiłam bardzo zła na chłopaka.
- Widzę, że naprawdę coś ci się stało, bo dwa razy powiedziałaś normalnie- uśmiechnął się do niej promiennie- A tak w ogóle to jestem Justin- zdjął swój full cap i przeczesał grzywkę
- Phi myślisz, że jestem taka naiwna?- Mówiłam do niego z wyrzutem- Justin to nie jest Argentyńskie imię nieprawdaż?- Chciałam wypowiadać się elokwentnie, ale mi się to nie udawało.
- Zgadłaś to nie jest Argentyńskie imię. Pochodzę z USA dokładnie z Los Angeles.- Dlaczego wszyscy których znam pochodzą z USA czy tam jest, aż tak źle, że wszyscy wyprowadzają się stamtąd!?
- No cóż miło było, ale się skończyło. Muszę iść przebrać się do domu a potem pędzić na spotkanie z koleżanką, bo ty i twoi koledzy musieliście mnie tak urządzić. Ale nie wspominajmy o tym. Do zobaczenia Justinie.-Powiedziałam bardzo szybko. Nie miałam zamiaru stać cała przemoczona z tym głupkiem, przystojnym głupkiem.
- Może cię odprowadzę? Nie jestem pewien czy powinnaś iść sama po takim upadku.- Chłopak widocznie nie chce się ze mną rozstawać. Tak rozchwytywana ja. Długo nie myślałam nad odpowiedzią
-Justin. Dam sobie radę. Nie mam pięciu lat. W przeciwieństwie do niektórych.-Popatrzyłam na chłopaka spode łba. - Nie sądzisz, że powinnam być w tym momencie na ciebie zła?
-Nie dlaczego?-uśmiechnął się sarkaztycznie. Na co ja lekko się zaśmiałam. Staliśmy w bezpiecznej od siebie odległości.Dlatego postanowiłam ją trochę zmniejszyć i podeszłam do nie go. Nie sądziłam, że aż tak rąbnęłam w tę fontannę, ponieważ o mały włos ponownie bym do niej wpadła. Dzięki bogu, że Justin ma dobry refleks, ponieważ mnie złapał. Byliśmy przez chwilę w dziwnej sytuacji. Do momentu, kiedy to ja odchrząknęłam, a on postawił mnie na ziemię.
- Chyba miałeś rację. Podwieziesz mnie do domu swoją hulajnogą, albo rowerem?- Zaśmiałam się, na co chłopak się oburzył i momentalnie spoważniał.
-Dobrze mogę cię podwieźć moją jak to ujęłaś hulajnogą.-Chłopak mówiąc to wziął w ręce piłkę, która jeszcze pływała w fontannie. Odwrócił się i poszedł w stronę alejki na przeciwko.
Patrzyłam na niego z widocznym zdziwieniem.
-To idziesz czy nie Cinderella?- Krzyknął do mnie a ja w odpowiedzi udałam się w jego stronę. Przez następne 10 minut, Justin musiał tłumaczyć swoim kolegom, że idzie mnie odwieźć do domu.W tym czasie napisałam SMS'a do Blair, że przekładamy nasze spotkanie na 14. O dziwo nawet nie napisała słowa "dlaczego?" zwykłe ok. Razem z Justinem poszliśmy na parking gdzie stała jego hulajnoga. Chłopak podszedł do Kawasaki ZX-14R. Nie powiem, że nie byłam zdziwiona, kiedy wyją kluczyki do tego cuda. Lekko się wzdrygnęłam, na myśl, ze będę tym jechać. Nie wiem skąd, ale podał mi kask, czarny, bardzo ładny kask.Na swoja głowę włożył srebrny. Chłopak wsiadł na motor i kazał mi wsiąść. Powolny, ale zdecydowanym ruchem wsiadłam na ta piekielną maszynę. Kiedy siedziałam już wygodnie Justin odezwał się o mnie.
-Obejmij mnie.- Zrobiłam to o co prosił.
- Jakbyś mógł to wysadź mnie na Alei 9 lipca. Dobrze?- Powiedziałam do niego przesłodzonym głosem.Nic nie odpowiedział. maszyna powoli ruszyła, włączając się do ruchu Na początku jechaliśmy powoli.Dopiero potem Justin przyśpieszył i pędziliśmy przez miasto. Po 10 minutach byliśmy już na miejscu. Chłopak zaparkował tam gdzie mógł, a ja zeszłam z motoru. Zdjęłam kask i podałam brunetowi.
-Zapomniałaś mi powiedzieć jak masz na imię- uśmiechnął się do mnie
- To już moja słodka tajemnica Justinie- Odwróciłam się od niego i udałam się w stronę domu.
Kiedy do niego doszłam. n parkingu stał tylko mój samochód. Nie ma rodziców w domu. Kamień spadł mi z serca. Otworzyłam drzwi i po cichu udałam się do pokoju. Ubrania zdążyły mi już trochę przeschnąć ze względu, na jazdę motorem.Poszłam do łazienki, wysuszyć włosy. Kiedy to zrobiłam wzięłam kosmetyki i wyszłam z łazienki. Zerknęłam do szafy i ubrałam się, w legginsy z motywem moro, do tego czarny crop top . Kucnęłam i wzięłam moje superstary. Podeszłam do toaletki stojącej w rogu pokoju i usiadłam na krześle. Wyjęłam z kosmetyczki szminkę w kolorze bordowym i pomalowałam nią usta.Następnie poprawiłam swoje kreski i musnęłam rzęsy tuszem. Stwierdziłam, że tak ubrana i umalowana pójdę na potkanie z Franceską, Leonem i znajomymi. Mając jeszcze 30 minut postanowiłam zrobić coś z włosami. Związałam je w luźny kucyk i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej wodę mineralną. Napiłam się, a pustą butelkę wyrzuciłam do kosza na śmieci.Wzięłam kluczyki do samochodu z szafki i udałam się do wyjścia z domu. Wychodząc zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Wsiadłam do samochodu i włożyłam kluczyki do stacyjki. Przekręciłam je a samochód momentalne odpalił. Ruszyłam w stronę starbucks'a. Zaparkowałam na najbliższym parkingu. Zapłaciłam w parkomacie i poszłam w stronę starbucks'a. Otworzyłam drzwi i od samego wejścia, uderzył mnie gwar ludzi, będących w środku. Usiadłam przy najbliższym stoliku. Z torebki wyjęłam swojego Iphona 6 i słuchawki. Miałam jeszcze 10 minut, postanowiłam dla relaksu posłuchać muzyki. Włączyłam moją ulubioną piosenkę Lifehouse You and Me.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Wiem. Krótki i beznadziejny, ale nie chciałam tyle atrakcji w CZĘŚCI rozdziału. W next'cie będzie full wypas XD
Aby was nie przemęczać 3 komentarze i dodam 3 rozdział
Bardzo was szanuję  i każdy komentarz jest dla mnie, mega ważny.
Pozdrawiam Martynaa.

19.05.2015

Notka informacyjna

Z racji tego, iż pojawiły się dwa komentarze pod pierwszą częścią drugiego rozdziału. Druga część pojawi się jeszcze w tym tygodniu. Pozdrawiam

27.04.2015

OS- Miłość inna niż wszystkie.


Dzisiaj przchodzę do was z One Shot'em myślę, że wam się spodoba.
           Dedykowany anonimowi


                                Siedziała smutna i samotna w swoim pokoju. Czy tak naprawdę swoim? Niekoniecznie. Mieszkała w małym akademiku blisko uniwersytetu do którego uczęszczała. Jej marzeniem było służyć państwu, jako żołnierz i zawsze, godnie bronić ojczyzny. Lubiła swoją uczelnie, nie mogła złego słowa na nią powiedzieć, jednak czuła niedosyt. Mało dziewczyn chce iść do Wojskowej Akademii Przygotowawczej . Brakowało jej towarzystwa najbliższych.  Mimo tego, że uczęszcza tu już dwa lata nie oswoiła się jeszcze z ludźmi. Nie znała ich. Jednak dla nie było to nawet dobrym rozwiązaniem.  Jej rozważania przerwało ciche pukanie, do drewnianych drzwi. Osoba za drzwiami usłyszała w odpowiedzi tylko „proszę!” . Drzwi powoli otworzyły się, a w nich staną jej przyjaciel. Kiedyś może był i kimś więcej, ale to minęło, jak letni wiatr.
 -Ludmiło! Może choć raz przynajmniej udasz, że słuchasz tego co do ciebie mówię!- powiedział lekko podirytowany zachowaniem przyjaciółki.
- Wiem znów cię zawiodłam, ale ja nie potrafię inaczej . Od jakiegoś czasu, czuję się bardzo samotna .
- Co ty gadasz przecież masz mnie, Christiana, Jane, Rosie. My wszyscy jesteśmy razem z tobą tu i o ciebie dbamy, kochamy cię i chcemy żebyś była szczęśliwa. Na tym polega przyjaźń.- Tymi ostatnimi słowami szatyn wykończył blondynkę o to jej chodziło brakowało w jej życiu innego rodzaju miłości, pełnego ciepła i  wzajemnej potrzeby bycia.
- León zrozum to nie takie proste. Wiem, przyjaźń w życiu jest bardzo potrzebna, ale po rozstaniu z Charlesem coś się we mnie zmieniło. Inaczej patrzę na świat. Nie tak jak ty, nie tak jak Rosie. Patrzę na świat przez wielki pryzmat, który gołym okiem nie jest widoczny . Pryzmatem tym jest czas. Ty masz Violettę, Rosie ma Alex’a , Jane ma Erica, a ja? Kogo mam ja? Nikogo.- Zrobiła malutką przerwę aby jedna łezka mogła swobodnie spłynąć po jej zimnym policzku.
- Nie płacz. To rozkaz!- uśmiechną się do niej promiennie. Na co ona odpowiedziała, także uśmiechem. Nagle na twarzy przyjaciela znikł uśmiech.– Zapomniałem ci czegoś powiedzieć…Ja planuje się oświadczyć Violettcie. – Mówił ze wzrokiem utkwionym w podłogę.
- To chyba dobrze! Czy może o czymś nie wiem?- Mówiła Ludmiła bez większego przekonania.
- Nie! Na czy nie o to chodzi . Chciałem cię poprosić abyś pomogła mi wybrać pierścionek dla niej.- mówił nadal nie co speszony.
- Jasne! To, że mam kłopoty z psychiką to nie znaczy, że nie pomogę najlepszemu przyjacielowi, w tak ważnej sprawie.- Ludmiła wstała z łóżka na którym siedzieli i podała rękę do Leóna. – To dla mnie zaszczyt, że prosisz mnie o tak ważną rzecz  w swoim życiu.- León wstał i przytulił się do Ludmiły. Nagle drzwi pokoju otworzyły się, a w nich stanęła zdyszana Camila.
-Witam was, ale nie czas na rozmowy. Przyjechał nowy oficer z Włoch. Podobno jest bardzo wymagający. Mamy z nim zajęcia przez pięć dni, następnie on wybiera najlepszych, którzy lecą z nim do Włoch! Ale jak już powiedziałam nie mamy czasu! On już na nas czeka w auli.- Camila tym miejscu przestała mówić i gestykulując wyrzuciła Leóna i Ludmiłę z pokoju. Jedynie co zrobiła Ludmiła to chwycenie swojej torebki. Przyśpieszonym krokiem doszli do auli.
         Aula była ogromnym pomieszczeniem. Zawsze kiedy Ludmiła musiała tu przebywać czuła się jak płatek stokrotki na łące pełnej stokrotek. W Auli trwała już rozmowa ze studentami. Wtem do Sali wszedł Oficer. Mimo munduru wydawał się młodym mężczyzną ok. 27 lat. Ludmile od razu spodobał się nowy „nauczyciel”. Miał kasztanowe włosy i brązowe, wchodzące w czekoladowe oczy.
- Dzień Dobry! Mam na imię Federico Pasquareli. Jestem młodszym oficerem. Będę was uczyć , przygotowywać do samoobrony i teorii walki na froncie. Może to brzmi groźnie, jednak tak nie wygląda. Zaufajcie.- Popatrzył się na salę i zauważył same zmieszane twarze.- No tak to może ja pokaże na czym to miało by się opierać. Czy ktoś jest chętny, abym na nim mógł pokazać?- Ponownie rozejrzał się po Sali i zauważył Ludmiłę która aktualnie mazała coś w zeszycie.- No to może ty blondyneczko- podszedł do Ludmiły i wyciągnął do niej rękę. Ona natomiast popatrzyła na niego przerażonym wzrokiem, ale jednak przyjęła ofertę i wstała z  miejsca .
- Jak masz na imię? – Zapytał oficer bardzo głębokim głosem
- Ludmiła Ferro. Szeregowa.- Dodała w bardzo szybkim tempie jedno dość mało znaczące słowo, ale dające zrozumieć, że jest osobą poważną.
- A  więc  Ludmiło, podejdź tu do mnie.- Dziewczyna zgrabnie podeszła do Federico.- Widziałaś może teledysk do Thinking Out Loud? Ed’a Sheerana?- zapytał cwaniacko
- Tak, widziałam- Federico zobaczył błysk w oku dziewczyny, jednak nie zważając na to odpowiedział
- To tutaj tak nie będzie.- Momentalnie uśmiech znikł jak i z twarzy Federico, jak i z twarzy  Ludmiły.
                                                                                            ~(*)~
Po  godzinie pokazu, w którym uczestniczyła Ludmiła , Federico dał jej spokój. Blondynka była wykończona nie dość, że musiała pokazywać, biegać po całej sali to w dodatku oficer poprosił ją, aby robiła pompki! Rozmowa ze studentami trwała dość krótko, w końcu zakończyło się spotkanie z nowym nauczycielem. Wszyscy uśmiechnięci i radośni wybiegli z auli jedyni Ludmiła i León tam zostali. Blondynka powoli pakowała swoje przybory do torby, a szatyn jej towarzyszył. Nagle odezwał się głos oficera.
- Ludmiło! Czy mogę cię prosić na słowo?- Mówił dość łagodnym tonem. Ludmiła popatrzyła na Leóna i cicho powiedziała:
- Idź już, dogonię cię.- Blondynka uśmiechnęła się do niego promiennie. Natomiast  szatyn w odpowiedzi powoli ruszył się z miejsca i poszedł w stronę wyjścia z auli. Ludmiła przeszła w dół i stanęła obok Federico. 
- Tak słucham, w czym mogę panu  pomóc?- zapytała lekko speszona towarzystwem  nauczyciela.
- Chciałbym cię prosić, abyś została moją asystentką. – Przerwał na sekundkę i ponownie kontynuował.- Wiem, że może to wydawać się dziwne, ale jestem w tym miejscu pierwszy raz, dlatego pragnę, żebyś mi pomogła się oswoić.
- Dobrze, dobrze tylko na czym by to miało polegać, na czym miałaby polegać moja praca?- zadała pytanie nadal lekko zdumiona sytuacją.
- Myślę, że na początku oprowadziłabyś mnie po tej placówce, następnie pomagała w ważnych sprawach jak wypełnianie papierów czy innych, ponieważ nie wiem czy będę w stanie to wszystko sam ogarnąć. No i muszę cię o coś poprosić.
- Tak?
- Mów do mnie Federico nie chcę się wydawać taki stary. Mam dopiero 27 lat będę miał jeszcze czas na bycie panem- powiedział z lekkim uśmiechem.

- Dobrze pan Federico. Sądzę, że mogłabym zostać pańską  twoją asystentką, nie sprawiłoby mi to większego problemu.- mówiła nie pewnie, jednak kiedy ktoś by się wsłuchał, zrozumiałby, że mówi to z wielką pewnością.
- To wspaniale od kiedy możesz zacząć „pracę”?- wziął to słowo w cudzysłów.
- Myślę, że nawet teraz mogłabym cię oprowadzić po uczelni.- Dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie.
- Idealnie, a więc chodźmy!- Młody mężczyzna uśmiechną się promiennie i pokrzepiająco pchnął dziewczynę ku wyjściu. Ludmile bardzo podobał się Federico nie umiała tego nazwać, ale chyba się w nim zakochała. Jego urocze dołeczki wprawiały ją w obłęd, a czekoladowe oczy w ekstazę. Musiała jednak udawać, że nic dla niej nie znaczy i że ich kontakty są tylko w pracy. Jednak nie potrafiła.
                                                        ~(*)~
Kiedy doszli do basenu, Ludmiła momentalnie się uśmiechnęła. Lubiła to miejsce, nawet kochała. Marzyła aby pływać zawodowo, tylko, że los chciał inaczej. Ludmiła w wieku 13 lat miała poważne problemy z kolanem, co bardzo utrudniało jej spełnianie marzeń. Teraz nie ma już tych problemów jednak nadal boi się zawodowo pływać. W końcu te problemy zapoczątkowały się tam w wodzie. Bez jej wiedzy.
- No więc Federico tutaj znajduje się basen, jak mogłeś zauważyć. Tutaj większość studentów  spędza popołudnia, wieczory i weekendy.
- Tak codziennie?- zapytał  Federico na co Ludmiła tylko przytaknęła skinięciem głowy-I im to się nie nudzi? 
- No co ty! Nigdy w życiu! Tutaj spędzamy większość wolnego czasu. Tylko tu potrafimy się wyluzować. Kiedyś ty też spróbuj!- mówiła lekko zaskoczona słowami Włocha.
- Kiedyś a może teraz? – poruszył śmiesznie brwiami
- To głupi pomysł nie mamy strojów. Poza tym dziś jest zamknięte bo przyjeżdżasz TY-  Uśmiechnęła się akcentując ostatnie słowo.
- Wstęp jest tylko dla upoważnionych czyli dla mnie, a że ty jesteś ze mną to możemy tam przebywać.- uśmiechną się i otworzył drzwi do basenu.
- To nie jest..- Nie zdążyła dokończyć, ponieważ przerwał jej szatyn.
- Oj nie marudź będzie zabawnie- Mówił tak jakoby obudziło się w nim małe dziecko a nie poważny oficer. Ludmiła zatrzymała się w miejscu pomiędzy  basenem a wejściem.
- Federico jesteś oficerem! Nie powinieneś robić takich rzeczy- krzyczała bez opamiętania. Nagle Federico poderwał się i podszedł do niej.
- Masz rację nie powinienem, ale robię- Federico podniósł Ludmiłę i ile sił było w jego rękach wrzucił ją do basenu.
(od aut. przepraszam za jakość ale pierwotnie obraz był bardzo mały)
Ludmiła powoli wypłynęła z pod tafli wody. Wynurzając się, zauważyła śmiejącego się w niebo-głosy Federica. Na początku nie zrozumiała o co chodzi a szczerze mówiąc nie zwróciła na to uwagi. Wpatrywała się w słodko rozmierzwione włosy oficera, w jego kasztanowo- czekoladowe oczy. Nagle Federico wyją za swoich pleców czarny  biustonosz od Victoria's secret. Dopiero wtedy Ludmiła zorientowała się, że to jej i w dodatku nie ma go na sobie. Szybko zakryła rękami piersi. Nie miała się czego wstydzić jej biust według niej był idealny nie za duży i nie z mały  taki w sam raz. Federico patrzył na nią z lekkim podnieceniem i pożądaniem. Ona jednak tego nie wiedziała. Nie była wampirem ze zmierzchu, który słyszy myśli wszystkich.
- Okej Federico było fajnie, ale się skończyło oddaj mi biustonosz- powiedziała Ludmiła z zadziwiającym spokojem. 
- Chyba zapomniałaś o czymś?- mówił powoli tak aby zrozumiała o co mu chodzi
- Poproszę?- mówiła lekko z sarkazmem i radością że to on znalazł biustonosz a nie ktoś z "górnej półki"
- A nagroda za znalezienie?- nadstawił policzek, aby dostać buziaka.
- Przecież to tylko biustonosz równoważnie mogę chodzić bez niego. 
- Okej, więc na moje lekcje masz przychodzić bez biustonosza.
- To nie fair!- lekko krzyknęła. Na tyle lekko żeby nikt ich nie usłyszał.
- A ja sądzę, że bardzo fair- uśmiechnął się szyderczo
-Oj wypchaj się - rzuciła Ludmiła i wspięła się na rękach chcąc wyjść z basenu. Nagle poczuła na swoich biodrach czyjeś ręce, które blokowały jej dalsze ruchy. Ręce Federico spowodowały, że Ludmiła znów poczuła stopami dno basenu. Federico przesuną ręce bardziej na żebra dziewczyny.
- Ale tak bez stanika wyglądasz o wiele ładniej.- szepną jej do ucha. Dziewczynę ogarnął dreszczyk, przyjemny dreszczyk. Lekko odwróciła się do niego, aby spojrzeć mu w oczy. Jednak to on przejął inicjatywę i szybko wpił się w jej usta. Oddała pocałunek. Nigdy nie czuła czegoś takiego, takiej przyjemności, namiętności, pożądania. Federico pociągnął ją za pośladki i usadził na granicy basenu, nadal namiętnie całując. Ona złączyła swoje ręce w jego włosach. Nagle Ludmiła oderwała się od niego chcąc zaczerpnąć powietrza. Federico także to zrobił, jednak po krótkim wdechu wykorzystał chwile nie uwagi blondynki i ponownie wpił się w jej usta tym razem do ich "gry" dołączył język . Po chwili Ludmiła oderwała się od Federica i drżącym głosem powiedziała:
- Nie sądzisz, że to źle, że tak się całujemy w końcu jesteś tak jakby moim szefem- urwała chcąc aby to Federico dokończył zdanie. Jednak on jeszcze mocniej przyciągnął Ludmiłę do siebie, tak mocno że czuła ona jego przyrodzenie na swoim brzuchu.
- Nie, nie sądzę. Ty mi się podobasz, ja tobie więc dlaczego nie moglibyśmy się całować?
- Nie wiem, ale...- nie dał jej dokończyć ponieważ mocno wziął ją pod wodę i namiętnie pocałował tak jakby chciał w tym pocałunku pokazać wszystko co do niej czuje. Ona nie wiedząc trochę co się dzieje w odpowiedzi także  pocałowała go z wielką namiętnością.
              ~(*)~
Ludmiła już sucha  i nadal bez biustonosza powoli odprowadzała Federico do jego pokoju. Nareszcie zrozumiała, że tak naprawdę Chuck nie był jej prawdziwą miłością. To do Federico czuję coś czego nigdy w życiu nie czuła do Chucka. Kiedy doszli do jego pokoju, Federico odezwał się po tej ciszy która ich dzieliła. 
-Wejdziesz? W końcu musimy obgadać twoje obowiązki.- uśmiechnął się do Ludmiły
- W sumie czemu nie mam jeszcze 15 minut do kolacji.- Federico otworzył drzwi i pozwolił Ludmile wejść jako pierwszej. Kiedy już sam wszedł do pokoju momentalnie zamkną drzwi. Podbiegł do Ludmiły i przybrał ją do ściany kładąc swoje ręce na jej pośladkach. Cieszyła się, że wreście znalazła miłość. Wiedziała i rozumiała, że on też ją kocha. Kiedy Federico przerwał pocałunek aby zaczerpnąć powietrza Ludmiła wyrwał się z uścisku i usiadła na fotelu. 
- Może porozmawiajmy o mojej pracy? Hymm? - lekko zdziwiony Federico usiadł na stoliku na przeciwko jej i po chwili namysłu odpowiedział.
- No dobrze jeśli chcesz.- Ludmiła przytaknęła- Najważniejsze jest to abyś nie nosiła biustonosza inne rzeczy nie są ważne- zaśmiał się ukazując rząd białych zębów.
- Ale się uparłeś! Może jeszcze bez majtek!?- mówiła z sarkazmem Ludmiła.
- A wiesz co to bardzo dobry pomysł - szeroko się uśmiechnął
- Ugh.. I już na koniec powiedz że mam pizdówki ubierać  i bluzki z gigantycznym dekoltem?
- Misia no stres. Pizdówki i bluzki to przesada bo inni chłopcy też będą cię widzieć.- Ludmiła wstała i siadła okrakiem, twarzą do Federico. Mocno go pocałowała i wstała.
- To do jutra - uśmiechnęła się i wyszła.
~(*)~ 
Następnego dnia Ludmiła ubrała się, zjadła śniadanie, spakowała książki i wyszła w stronę pokoju Federica. Idąc korytarzem spotkała Leona.
- Część Lu myślałem, że przyłączysz się do mnie i Violetty na kolacji, ale ty gdzieś poszłaś
- Byłam zmęczona. Oprowadzałam naszego oficera po uniwersytecie.
- Dość długo Ci to zajęło w końcu prawie wszystko jest zamknięte.- Ludmiła poczuła się trochę nie swojo nie chciała okłamywać swojego przyjaciela, ale trudno mówić o takich rzeczach szczególnie Leonowi, który uważa że każda miłość musi być przypieczętowana stosunkiem. 
- Jakoś tak wyszło. Wiesz co nie chcę mi się zbytnio tak tutaj rozmawiać. Umówmy się że ja dzisiaj pomogę Ci wybrać pierścionek a potem pójdziemy na kawę do starbucks ok?
- No okej jak chcesz- Ludmiła pocałowała w policzek Leona i odeszła ponownie w kierunku pokoju Federica. Dochodząc do jego pokoju nawet nie musiała pukać ponieważ drzwi same się przed nią otworzył. Stał w nich trochę zdenerwowany Federico. 
-Mów kto to był!?- mówił bardzo nerwowo i szybko
- Ale kto? O co ci chodzi?- odpowiadała pytaniem na pytanie zdezorientowana Ludmiła
- Ten chłoptaś, który był z Tobą na korytarzu!- Ludmiła zaśmiała się na odpowiedź Federica
- To mój przyjaciel nie bądź zazdrosny a na pewno nie o niego- mówiła dziewczyna z delikatnością głaszcząc szatyna  po policzku.
- Przepraszam nie powinienem się tak zachować- podszedł do niej i delikatnie pocałował blondynkę. Jego pocałunki wchodziły niżej aż dotarły do końca szyi.
-Och..- jedynie takie słowa mogły wydobyć się z ciała blondynki. Szatyn rozkoszował się skórą dziewczyny, o smaku  cytrusowej Piña Colady. 
- Fede-  chłopak nie przestawał ją całować - Ja, ja muszę iść na wykład- nagle chłopak oderwał się od niej.
- Dobrze , ale spotkajmy się wieczorem w gimnastycznej zrobię ci trening ok?
- No, no dobrze.- odpowiedziała zamykając za sobą drzwi. 
 ~(*)~
Nadszedł wieczór, Ludmiła pomogła wybrać Leonowi pierścionek i natychmiastowo po powrocie przebrała się w luźniejszy strój, w którym mogłaby ćwiczyć. Powoli weszła do sali w której czekał już na nią Federico. Był ubrany w luźne czerwone krótkie spodenki. Ludmiła popatrzyła się na niego z pożądaniem w końcu jest bez koszulki!? 
- Hej i jak ćwiczymy? Nie możemy stracić formy! Proponuję zacząć od biegania hym? Pardon dlaczego masz na sobie biustonosz?
- Przecież nie będę ćwiczyć bez niego, poza tym niedawno skończył mi się okres i jeszcze mnie bolą piersi!
- Okej  to ja mam taki pomysł ominiemy takie ćwiczenia w których jest wymaganie bieganie i w ogóle ok?
- Co ty masz z tym biustonoszem!?
- Bo lubię twoje cycki okej?- powiedział śmiejąc się
- Cóż poradzę. Musisz się pomęczyć bo tak szybko ich nie zobaczysz a na pewno nie pomacasz- zaśmiała się lekko w szyderczy sposób i zaczęła biec. Przebiegła dwa okrążenia, aż Federico nie złapał jej i kazał robić brzuszki. 
~(*)~
Ludmiła powoli otwierała oczy z błogiego snu. Kiedy je już całkiem otworzyła, zauważyła, że nie jest w swoim pokoju , a Federica. Jej ciało było odkryte białą, puchatą pierzyną. Jednak ku jej zaskoczeniu Federico nie spał obok niej, a na Fotelu, który znajdował się na przeciwko łóżka. Zauważyła, że szatyn pozwoli otwiera oczy, dlatego momentalnie zamknęła swoje. 
- Przecież wiem, że nie śpisz- lekko się zaśmiał. Na co Ludmiła odpowiedziała otwarciem oczu.
-Czemu nie śpisz obok mnie tylko na fotelu?- zapytała bez emocji.
- Nie chciałem abyś czuła się niezręcznie, w końcu oficjalnie nie jesteśmy parą. To taki związek bez zobowiązań co nie?- Federico wypowiedział te dwa zdania bez emocji, tak samo jak Ludmiła swoje poprzednie zdanie. Jednak ona  nie czekała na coś takiego była pewna, że Federico się w niej zakochał, że będą razem, że jego uczucia są szczere. Jednak zawiodła się. Nie chciała go stracić. Postanowiła udawać, że to dobra myśl, że przez ten tydzień będzie z nim, ale za razem będzie mogła szukać miłości. Tej prawdziwej miłości.
- Myślisz, że liczyłam na więcej. W końcu jesteś moim wykładowcą i pracodawcą.- Chciała się na nim zemścić. Zemścić być jego grecką boginią Nemezis. Sprawić by się w niej zakochał a potem, a potem zostawić. 
- To dobrze. A teraz..- Pokazał jej palcem aby do niego podeszła, jednocześnie uśmiechając się do niej szyderczo.
- Palant- Pomyślała Ludmiła jednak podeszła do niego i siadła mu okrakiem na kolanach i mocno wpiła się w jego usta. Chciała być najbrutalniejszą osobą jaką w swoim życiu spotkał Federico. Pociągnęła go za koszulkę i rzuciła na łóżko złapała go za krocze. Na co on wypuścił gwałtownie powietrze w jej usta. Zdjęła jednym, ale sprytnym ruchem jego spodenki pod którymi nie miał bokserek. Federico nie był jej dłużny i także sprytnym ruchem zdają jej dość kuse majteczki. Zaczął dobierać się do stanika zdjął go i swoją koszulkę. Dotykał jej piersi z niezwykłą delikatnością. Jakoby się nimi delektował, podziwiał je. Dawał jej mokre pocałunki na całym ciele. Ściskał jej piersi, całował je, ssał. Jednak ona nie wiedziała co czuć z jednej strony czuła ogromną przyjemność, z tego co robił, z drugiej przytłaczała ją nienawiść, którą posiadał z wiadomością o związku bez zobowiązań.
Federico zszedł niżej z pocałunkami, aż dotarł do miejsca intymnego blondynki. Lekko drażnił je palcem. Na co blondynka odpowiadała cichym jęknięciem. Kiedy stwierdził, że to dobry moment szatyn zastąpił swój palec językiem. Pieszcząc jej skarb. Ona cicho pojękiwała, a kiedy Włoch włożył palce do jej wnętrza. Jej bogini płynęła z podniecenia. Ludmiła wiedziała, że dochodzi. Dlatego kazała mu przestać. Blondynka postanowiła odwdzięczyć się szatynowi. Kazała mu usiąść na skraju łóżka, a sama zeszła z niego i kucnęła przy chłopaku. Wystawiła swój język i lekko pieściła główkę przyjaciela Federico. Po sekundzie przyjaciel znikną w jej ustach. Udawała jakby jadła loda. Czasami bardzo leciutko przygryzała. Wiedziała, że Federico zaraz dojdzie a jego biała  sperma wyląduję w jej ustach. Nie chciała tego, także ze względów higieny. Nasienie to jednak nasienie. Wyjęła go z ust i ukierunkowała jego członek na swój brzuch tak aby spływało po niej białe nasienie. I tak też się stało. Oboje stwierdzili, że to już czas. Federico uniósł się do góry i wziął Ludmiłę na łóżko tak aby to ona była pod nim. Zwinny krokiem wszedł do jej środka. Na co ona mocno pisnęła. Chłopak widząc, że trudno zadowolić blondynkę zwykłym stosunkiem, postanowił pokazać jej co to znaczy na ostro. Ona była przyzwyczajona kiedy była z Chuckiem prawie codziennie uprawiali seks i było to dla niej cudowne  Chuck zawsze potrafił ją zadowolić. Federico mocno poruszał biodrami. Mocno i bardzo szybko Ludmiła zaczęła głośno pojękiwać. Chłopak zadowolony z efektu próbował jeszcze mocniej. Na co ona lekko syknęła z bólu. Bólu który sprawiał jej przyjemność. Dziewczyna obróciła się chcąc aby chłopak tym razem wszedł w nią od tyłu. I tym razem chłopak traktował ją namiętnie i lekko brutalnie co jakiś czas dawał jej siarczystego klapsa w tyłek. Dziewczyna przewróciła chłopaka na plecy i sama "nabiła" się na niego. Zwinnie i szybko posuwała się w górę i w dół poczuła że dochodzi wydała z siebie mocny jęk. Jednocześnie poczuła w sobie coś mokrego oznaczającego, że chłopak także doszedł. Zastygli w tej pozycji przez chwilę, aż w końcu dziewczyna zeszła z niego i udała się w stronę jego prywatnej łazienki. Weszła do środka i zamknęła drzwi na zamek. Otworzyła drzwi do kabiny prysznicowe i odkręciła kurek z ciepłą wodą. Sprawdziła dokładnie czy woda jest idealna i dopiero wtedy weszła do środka. Kropelki wody obmywały jej ciało pełne oznak podniecenia chłopaka. Znalazła mydło o zapachu wanilii. Obmyła się nim dokładnie, a na włosy nałożyła szampon Federica. Po dokładnym wykąpaniu wyszła z łazienki. Zauważyła zmęczonego Federica i na podłodze swoją bieliznę. Z winnym ruchem podniosła ją i ponownie udała się do łazienki. Kiedy wróciła kazała umyć się Federicowi a sama w tym czasie ubrała się i wyszła. Zostawiając na stole tylko karteczkę.
"Odpocznę u siebie. Nie martw się. Spotkamy się jutro na ćwiczeniach. Pamiętaj bez zobowiązań. Dla mnie to nic nie znaczyło. To była tylko przyjemność cielesna."
~(*)~
 Następnego dnia Ludmiła siedziała w sali ćwiczeniowej czekając na Federica. Kiedy do niej wszedł był uśmiechnięty, a za nim szła śliczna brunetka, która najwidoczniej coś ma wspólnego z szatynem.
- Dzień Dobry! Przedstawiam wam pannę Ninę Dobrev. Będzie z wami uczęszczała na zajęcia.- Uśmiechnął się do niej pokazał aby poszła do ławki. Zaczęły się nudne ćwiczenia prowadzone przez Federico. 
~(*)~
Po czterech godzinach ćwiczeń Ludmiła wyszła z sali i udała się do swojego pokoju, aby się ogarnąć. Kiedy to zrobiła udała się bardzo szybkim krokiem wyjaśnić całą sprawę z Federico. Powoli dochodziła do jego pokoju. Nagle zaczęła słyszeć dziwne jęki dochodzące właśnie z jego pokoju. Cicho podeszła pod drzwi i lekko nacisnęła klamkę. 
- Dureń nie zamkną drzwi na klucz.- Powiedziała do siebie Ludmiła. Zobaczyła Federico i Ninę w bardzo nie komfortowej sytuacji. Momentalnie zamknęła drzwi i uciekła do swojego pokoju. Zaczęła szlochać. Nie chciała a jednak to zrobiła. Zakochała się nim, zakochała się w chłopaku "bez zobowiązań". Nie potrafiła być sama ogarnęła się i poszła na kolację. Był już tam Leon razem z Violettą. Blondynka podeszła do nich i usiadła na krześle.
- Witaj Ludmiło - uśmiechnęła się do niej promienie Violetta
- Hej Vilu, Część Leon- Gorąco odpowiedziała Ludmiła.
- Popatrz tylko- pokazała pierścionek, który Leon wybrał razem z Ludmiłą u jubilera.- Leon mi się oświadczył!!- Mówiła z wielkim entuzjazmem
- Gratuluję i przepiękny pierścionek....
~(*)~ 
Ludmiła po zjedzonej kolacji poszła do swojego małego pokoiku odpocząć. Już jutro Federico powie im kogo zabiera do Włoszech. Usiadła na łóżku i spojrzała na wyświetlacz telefonu. Dwa nieodebrane połączenia i SMS.  Najpierw sprawdziła nieodebrane połączenia   jedno od jej matki drugie. Drugie ją bardzo zdziwiło numer nieznany Ludmile. Przeszła do wiadomości i znów ten sam numer. Odczytała wiadomość:

573408628
Szeregowo Ferro!
Tu pułkownik Fresheng
Mam zaszczyt poinformować panią o pracy dla pani proszę zgłosić się do mnie dziś do godziny 20:00.

Nerwowo spojrzała na zegarek. Widziała tam godzina 19:55. Niczym błyskawica pobiegła do budynku w którym mieścił się gabinet pułkownika. Dzięki Bogu potrafiła szybko biegać. Gwałtownie zapukała w drzwi kiedy dobiegła. Modliła się żeby usłyszeć ciche proszę. I nagle cud jak grom z jasnego nieba usłyszała "Proszę". Powoli weszła do ciemnego pomieszczenia. Zauważyła w nim siedzącego na fotelu pułkownika.
- Szeregowa Ferro melduję się!- Powiedziała bardzo profesjonalnie i poważnie
- Spocznij! Razem z resztą naszej załogi wybraliśmy Ciebie, abyś została przeniesiona do szpitala Santa Maria i uczyła się na przyszłą lekarkę wojskową. Uznaliśmy, że po tak dobrze zdanej maturze z biologii i wynikach na naszej uczelni będziesz idealną wojskową lekarką. Przewidzieliśmy także sprawy związane z twoim życiem prywatnym kiedy zajdziesz w ciążę dostaniesz zwolnienie na 2 lata następnie obowiązkowo będziesz musiała jechać na front na 3 miesiące i tak oczywiście z każdą ciążą,  jeśli planujesz mieć więcej niż jedno dziecko. Następnie emerytura oczywiście do 50 roku życia pracujesz i w szpitalu i na froncie po tym wieku tylko w szpitalu. Zrozumiano? Czy zgadzasz się na taką umowę czy mamy to zaproponować komuś innemu?
-Zgadzam się oczywiście, że się zgadzam. Od kiedy mogłabym zacząć?
- Jeśli oficer Pasquareli Cię nie wybierze sądzę, że od przyszłego tygodnia. A teraz dziękuję muszę kończyć moją pracę
-Dziękuję bardzo! Miłego wieczoru- Ludmiła wyszła z gabinetu cała w skowronkach nie sądziła, że będzie kiedyś taką szychą. Zawsze jak była mała chciała zostać lekarzem teraz jej się to udało i połączyła to nawet z teraźniejszym marzeniami. Idąc korytarzem wpadła na szatyna.
- Dobry wieczór oficerze!- Powiedziała do niego oschle
- Coś się stało, że jesteś taka zimna? Wczoraj rano byłaś gorąca- Ludmiła skarciła siebie w myślach na wspomnienie o wczorajszym poranku.
- Gdyby nie to, że widziałam jak lizałeś Ninie waginę wszystko było by okej.
- Nie wyrażaj się do mnie w ten sposób. A poza tym sama przyznałaś, że ta nasza relacja jest bez zobowiązań!- Lekko krzyknął a Ludmiłę przeszły ciarki.- Wiesz co myślę, że ta nasza relacja to był tylko epizod zapomnijmy o sobie i będzie najlepiej.- Odszedł zostawiając Ludmiłę samą. W rzeczywistości nie samą bo były przy niej jej myśli. Krążyły wokół niej, a ona nie wiedziała co ma zrobić już nic nie wiedziała. Kiedy weszła do swojego pokoju zabrało jej się na wymioty. Przypomniała sobie, że dzisiejsza sałatka nie wyglądała zbyt apetycznie ale z racji tego, że jest na diecie musiała ją zjeść. Upadła na łóżko zmęczona całą tą sytuacją. Następnie Morfeusz zabrał ją do swojej krainy.
~(*)~
Ludmiła siedziała na krześle w auli. Dziś jest ostatni dzień. Dzień w którym wszyscy dowiedzą się kto jedzie do Włoch a kto zostaje. Nagle Federico wszedł do auli, a na jego widok wszyscy wstali. 
- Spocznij! Przejdźmy do sedna osobami które jadą ze mną do Włoch są: Nina, Violetta, Camila, Leon, Christian, Louis. Reszta także była świetna jednak to oni byli najlepsi dziękuję. Ludmiła wiedziała, że jej nie weźmie była tylko epizodem. Kolejną laską, którą mu się oddała. Wróciła do siebie i zaczęła się pakować.
 ~(*)~
5 lat później

Właśnie dziś skończył się okres w którym osoby wybrane przez Federico wyleciały do Włoch na staż. Szatyn także wrócił. Zrozumiał, że popełnił wielki błąd odcinają blondynkę od siebie. Postanowił ją odzyskać mimo, iż ma już 32 lata to nadal jest dzieckiem i tak jak każdy popełnia błędy. Federico bardzo zaprzyjaźnił się z Leónem, który ma już dwuletnią córkę i jest po ślubie. Niestety Ludmiła nie była na weselu. Potem przepraszała Leóna z całego serca , ale z nieznanych przyczyn nie mogła przybyć. Federico potajemnie dowiedział się gdzie mieszka Ludmiła. Zamieszkała w małej miejscowości w USA dokładnie w Stratword (od.aut. wymyśliłam te miejscowość)
Kiedy był już pod drzwiami usłyszał płacz dziecka już całkiem dużego dziecka. Wysłuchał się w rozmowę która zakończyła płacz.
- Kochanie nie płacz. Jutro pójdziemy do fryzjerki i jakoś wyrówna ci te włosy. Jednak muszę przyznać, że źle zrobiłeś nie pytając mnie o zgodę. 
- Mamusiu, ale tak bardzo chciałem mieć nową fryzurę!- Usłyszał  tylko zamykanie drzwi balkonowych. Nie wiedział czy ryzykować czy zostawić ją w spokoju. Przez pięć lat się do niego nie odzywała, ani on do niej. Teraz nie ma to sensu musi sprawdzić czy u niej wszystko dobrze. Zapukał do drzwi. 
Usłyszał kroki, ale nie Ludmiły tylko małego chłopca. Drzwi się otworzyły a przed nimi stał mały chłopczyk z krzywo przyciętymi włosami.
Był bardzo podobny do Ludmiły. Miał po niej oczy, nos i policzki. Za to inny zarys twarzy bardziej zdecydowany i inne usta, nie tak głębokie jak blondynki.
- Mamo! Jakiś Pan przyszedł!- Chłopiec krzyknął ile miał sił w płucach.
- Dobrze, już idę!- Odpowiedziała z dystansem. Federico usłyszał stukot jej szpilek o drewniane schody. Gdy zeszła wreście ją ujrzał. Kiedy dojrzała była jeszcze ładniejsza. Miała na sobie kwiecistą sukienkę z grubymi ramiączkami. 
- Lorenzo idź się pobawić na dworze. Sprawdź może twoi koledzy grają w piłkę.- Powiedziała swoim aksamitnym głosem. No co w odpowiedzi chłopiec wybiegł z domu mówiąc do Federico krótkie "do widzenia" 
- Witaj Federico! Nie sądziłam, że Cię kiedykolwiek jeszcze spotkam, ale wejdź.
- Witaj Ludmiło stęskniłem się za tobą- wymusił z siebie szatyn, wchodząc do typowo amerykańskiego domu.
- Trudno mi zrozumieć twój tok myślenia. Pięć lat temu mówiłeś coś zupełnie innego.
- Wiem, ale kiedy byłem na weselu Leona zrozumiałem, że Cię kocham.
- Nie wierzę, takie słowa z twoich ust to cud. Jednak ja bardzo dobrze sobie radze sama. Mały przyzwyczaił się że co pół roku wyjeżdżam na miesiąc na front a w tym czasie zajmuje się nim Stephie jego opiekunka.  Kochana dziewczyna.  
- Nie wspomniałaś nic o ojcu Lorenza. Rozwiedliście się? Wpadka na imprezie? Czy jesteś z nim ale mi o tym nie wspomniałaś?
- Szczerze trudni nazwać go ojcem. Sam jest wielkim dzieckiem. Myślę, że gdybym mu powiedziała o tym, że jestem w ciąży uznałby mnie za kobietę lekkich obyczajów. Chociaż taka nie jestem.
- Czy ja go znam jeśli tak, pozwól a pogadam z nim sam na sam- zacisnął dłoń w pięść. Na co Ludmiła się zaśmiała.
- Myślałam, że Lorenzo będzie moim utrapieniem. Jednak kiedy cztery lata temu przyszedł na świat zrozumiałam, że jest osobą która wypełni mi pustkę po jego ojcu i tak też się stało. Wypełnił mi całą pustkę po swoim ojcu.
- Ludmiła myślę, że jednak sprawiedliwe było by gdybyś powiedziała ojcu Lorenzo, że na dziecko. Ja gdybym miał dziecko wolałbym dowiedzieć się od jego matki niż gdyby dziecko miałoby mnie szukać kiedy dorośnie.
- Federico nie było to takie proste jak ci się wydaje. Jego ojciec nie chciał mnie znać i wołał inną ode mnie.- spłynęła jej po policzku łza którą natychmiastowo starała ręką.
- Powiedz jaką świnia ci to zrobiła, jak mogła Ciebie zranić!-  Ludmiła popatrzyła się na niego z uśmiechem.
- Nie domyślasz się? Naprawdę nie wiesz kto to?
- Nie zadawaj mi głupich pytań! Czym prędzej chcę mu wygarnąć!!- Ludmiła zaczęła się śmiać przez łzy
- To ty Federico! Ty mnie zraniłeś i ty spłodziłeś Lorenzo!- Federico wytrzeszczył oczy i ze zdziwienia usiadł głębiej w fotel.
- Ty sobie żartujesz prawda? Boisz się, że będę zazdrosny, że on jest lepszy ode mnie.- mówił jak najęty. Nie dając Ludmile dojść do słowa.
- Mówiłam, że tak będzie. Mówiłam, ze mi nie uwierzysz, ale to i dobrze. Nie zrozum mnie źle, ale ja bardzo dobrze radzę sobie sama. Nie potrzebuję twojej litości. Jak na razie Lorenzo nie pytał o swojego tatę.
- Czyli w tym momencie informujesz mnie, że nie chcesz mojej pomocy, nie chcesz alimentów, nie chcesz, żebyśmy byli razem. A co powiesz Lorenzo kiedy będzie miał w szkole dzień ojca? Kiedy będzie musiał przyprowadzić swojego tatę, żeby opowiedział innym dzieciom o swojej pracy?- Federico mówił do Ludmiły z wielkim żalem, który był słyszalny w jego głosie.
-Coś wymyślę. Jednak masz trochę racji przedstawię cię Lorenzo powiem, że jesteś jego ojcem. Będziesz miał z nim kontakt, weźmiesz go kiedyś na wakacje do siebie do Włoch.
- Ludmiła ja tak nie chcę. Wiem, że mnie kochasz a ja kocham ciebie. Dlaczego to ukrywasz? Boisz się, że ponownie cie zranię? Obiecuje to się ponownie nie powtórzy. Chcę zapewnić Lorenzo szczęśliwą kochającą się rodzinę.
- Federico to za trudne, żebym od tak  pstryknęła palcem i ci wybaczyła. Poczekaj zawołam Lorenzo.- Blondynka wyszła na taras i zawołała swojego synka do domu. Malec momentalnie przybiegł do matki.
- Tak mamusiu? Coś się stało?- pytał trochę znudzony tym, że matka wyciąga go od przyjaciół.
- Muszę ci coś bardzo ważnego powiedzieć.- przełknęła głośno ślinę.- To jest twój tata...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc tak nie było dwóch komentarzy pod pierwszą częścią drugiego rozdziału dlatego dodaje One Shot'a. Dzięki wszystkim, ale myślę nad usunięciem bloga.



23.01.2015

Rozdział 2 cz I - Nie smutaj misiek

 Prośba od serca PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM
MIŁEGO CZYTANIA
                                             ~Muzyka~


Wstałam dziś bardzo wcześnie jak na mnie, bo o 6:30 rano. Muszę przyznać, nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam tylko o Leonie i tej lafiryndzie. Wiem jest miła i .... miła, ale to tylko tyle. Gdybym nie wyjechała teraz byłabym z Leonem szczęśliwą, radosną parą.Dziś spotykam się z Fran i starymi znajomymi w tym pewnie z Leonem, ale cóż. Mam nadzieję że Franceska zabierze mnie do jej pracodawcy, też chciałabym coś zarobić. Tylko, że tutaj nie muszę mieszkać na Manhattanie, nie muszę kupować markowych ubrań.O Fuck dzisiaj moje urodziny, zapomniałam haha nie ma to jak zapomnieć o własnych urodzinach. Odkryłam się z pięknej satynowej pościeli i wyszłam z łóżka. Nie miałam po co w nim zostawać. Zabrałam z szafy najlepszy na dzisiejszy dzień zestaw i weszłam do łazienki. Zdjęłam piżamę i weszłam pod prysznic. Kropelki najpierw zimnej wody stopniowo spływały po moim ciele. Umyłam włosy najlepszym i niestety najdroższym preparatem idealnym dla nich. Dzięki temu preparatowi moje włosy są lekkie i  miękkie w dotyku. Po dokładnym umyciu moich włosków moje ciało namydliłam truskawkowym żelem pod prysznic.Zmyłam z siebie pianę i wyszłam z pod prysznica.Założyłam na siebie bieliznę od Victoria's secret. A na nią wybrany zestaw. Mokre włosy zwinęłam ręcznikiem w turban.Na razie nie mam zamiaru się malować ponieważ umówiona jestem dopiero na 14 więc mam czas. Otworzyłam drzwi od łazienki z drugiej strony aby wejść do pokoju mojego brata (od aut. W mojej historii Violetta ma młodszego o 2 lata Brata). Jeszcze słodko spał, dlatego postanowiłam mu przeszkodzić. Bardzo kocham Erica, ale czasami lubię go denerwować. Pokój Erica zmienił się przez te trzy lata. Były zmienione meble, łóżko i jego zainteresowania widocznie .Patrzyłam na plakat Nirvany, który zajmował połowę ściany jego pokoju. Podeszłam do brata i zaczęłam nim potrząsać.
-Wstajemy!! Nie ma tak za dobrze.- mówiłam do niego śmiejąc się wniebogłosy.
-Violka weź się ogarnij-nagle przerwał mówić- chociaż która godzina?- zapytał jakby nigdy nic
- po 7, ale po co się pytasz?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Fuck jestem na 9 umówiony z Blair!!- Powiedział Eric z wielkim wyrzutem 
- Kto to Blair??- Zapytałam zabawnie poruszając brwiami.
-Miśka nic sobie nie myśl to tylko Przyjaciółka-odpowiedział z zażenowaną miną
-No niech ci będzie a powiedz kim ona jest i skąd w ogóle się znacie?- powiedziałam ponieważ to mój brat muszę mu uprzykrzać życie.
-Jejku poznałem ją w szkole. Zaprzyjaźniliśmy się no i jest w twoim wieku.
-Czekaj ona jest w moim wieku?????- zapytałam z wielkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy
-Posłuchaj nie mam czasu na gadanie tutaj z tobą chodź na śniadanie porozmawiamy przy nim.
-yyy okej....- zawiesiłam się. Eric nigdy nie był taki tajemniczy chociaż nie dziwie mu się. Mój dziwny brat chwycił klamkę i gestykulując pokazał abym udała się do kuchni. Wyszłam na korytarz.Była tam Olga do której szybko się uśmiechnęłam.
-Witaj Panienko- odpowiedziała na mój uśmiech-Rodzice już są na śniadaniu mają dla Panienki coś ważnego.- Powiedziała co wiedziała i odwróciła się na pięcie. Czasami jest mi tak bliska a czasami po prostu bez komentarza. Chciałam zejść po schodach, ale pod wpływem entuzjazmy zjechałam po poręczy. Na dole czekali rodzice z surową miną.
-Dzień dobry co u was?- powiedziałam jakby nic się nie stało
- No witamy cię-odpowiedziała mama-wiemy, że to dla ciebie trudne, ale musimy ci coś powiedzieć. A więc...- No wykrztuś to z siebie- Za trzy tygodnie wyprowadzamy się na stałe do NY przykro mi- ciepło się do mnie uśmiechnęła co w ogóle nie dawało mi ciepła ale bardziej złość.
-Cco? Ja przecież miałam tu studiować i spędzić resztę życia- odpowiedziałam z zeszklonymi oczami. Byłam zła na rodziców będę tu miej więcej do końca stycznia. Tak mało żeby odbudować relacje.
-Wiemy córeczko, że jest to dla ciebie trudne, ale poradzisz sobie z tym. Mama przez te trzy lata projektowała ubrania i teraz podpisali z nią kontrakt. Myśleliśmy że będzie to Paryż, Madryt albo Mediolan, ale jednak dali nam Nowy York- Tłumaczył się tata.Wzięłam głęboki oddech. Nie zastanawiałam się co robię chwyciłam w pośpiechu Croissant'a i wybiegłam z domu. Nic nie było w stanie mnie powstrzymać a rodzice nawet nie próbowali rozumieli że to dla mnie trudne dla nich też.Super że dostałam taki prezent od losu właśnie w urodziny o których zapomnieli nawet moi najbliżsi.Przypomniał mi się Nowy York. Nate, Manhattan i to wszystko z nim związanie. Nate tak go kochałam pragnęłam spędzić z nim resztę życia a on co zamiast pokazać klasę rzucił przy najbliższej wolnej okazji gdy dowiedział się o moim wyjeździe do Buenos.Weszłam do Kafejki chyba nazywała się Cafe Haven.Stanęłam przy ladzie i zamówiłam Caramel Macchiato. Popatrzyłam na salę dziś było wyjątkowo tłoczno jednak zalazłam jedno wolne miejsce obok jakiegoś chłopaka.Kiedy dostałam w ręce moją przepyszną kawę zauważyłam że ten chłopak to Leon. Ufff jednak nie ma znim tej ździry Mii. Podeszłam bliżej do stolika.
- Hej! wolne?- wskazałam na miejsce obok niego a on niepewnie uśmiechną się i kiwną twierdząco głową. 
-Cześć Violetta tak jeszcze chyba nie mam kłopotów z pamięcią?- Tym razem uśmiecha się do mnie szeroko.
- Nie na razie jeszcze nie masz.- odpowiedziałam na jego szeroki uśmiech swoim pięknym uśmiechem ukazując rząd białych i równych zębów- A gdzie zgubiłeś Mie?- postanowiłam się zapytać choć ledwo przeszło mi to przez gardło.
- Ona jest u Babci w Portland w USA- odpowiedział trochę ze smutkiem
- Nie smutaj miesiek- szturchnęłam go w ramię.
-Proszę cię ja smutam, ja smutam ?- pokazał na siebie palcem- bardzo się mylisz ja po prostu ukazuje że bardzo za nią tęsknie i tyle.Bo smutek jest dla mięczaków wiesz o co chodzi.- Powiedział udając cwaniacki głos.Nagle usłyszeliśmy dźwięk sms'a Leona. Treść była dokładnie taka:
"Leon trzeba obstawić klub na dzisiaj na 18:00 robimy urodziny tylko wiesz bez żadnych taki tam. Musimy zaplanować dokładnie wszystko wbij do mnie na 14 będzie tam nasza stara znajoma V. 
                                                                                                                                    Fran"
Przeczytałam dokładnie wszystko ponieważ siedziałam koło Leona i było to widać. Nie rozumiem toku myślenia Fran trochę jest mi smutno, ale też nie wiem może planują coś dla mnie.Phy
- V ja muszę iść przepraszam zgadamy się potem koleżanka potrzebuje mnie natychmiastowo. Do zobaczenia- Powiedział w pośpiechu chłopak i chciał mnie pocałować w policzek kiedy ja go odepchnęłam.
- Posłuchaj Leon musisz coś wiedzieć- nie miałam pojęcia jak mu to wyjaśnić ale zebrałam się powoli w sobie- bo to ja
- Co ty? Naprawdę mów szybko bo ja nie mam czasu.
- To ja jestem Violetta z którą byłeś w Gimnazjum pamiętasz wyjechałam do NY aby tak chodzić do liceum.
- Przepraszam ale ja przed tobą nie znałem żadnej Violetty. dziewczyna która mnie zostawiła wyjechała do Meksyku u miała na imię Valeria. Przykro mi a teraz muszę naprawdę iść.
- My się jeszcze spotkamy u Franceski, ale do zobaczenia.- Wzięłam torebkę i wyszłam za Leonem z Lokalu przy wyjściu rozeszliśmy się w dwie różne strony. Ja poszłam w stronę parku. Widziałam starszą panią karmiącą kaczki. Pamiętam jak w NY razem z, z i w tedy przypomniały mi się słowa Erica kiedy mówił o Blair że jest w moim wieku to na pewno ona. Jej rodzice mieli się przeprowadzić ale nawet ona nie wiedziała gdzie tak. Muszę się z nią spotkać. Otworzyłam moją torebkę i wzięłam z niej mojego złotego I Phona.Na początku zobaczyłam że jest już 11:55 tak szybko ten czas leci. Weszłam w mój spis kontaktów widniał tam kontakt "Blair Waldorf" wybrałam do niej numer i nacisnęłam przycisk "zadzwoń". Po poru sygnałach odezwał się głos.
- Halo......
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miśki muszę was gorąco prosić o komentowanie nie ma 2 komentarzy nie ma rozdziału nie chcę pisać dla samej siebie.
2kom= II cz. Rozdziału 2

17.12.2014

Rozdział 1- "Czasami mnie dobijasz"

Zauważyłam dziewczynę miała czarne włosy, jasno brązowe oczy i ogólnie była bardzo ładna.
Przypominała mi kogoś, ale jednak nie wiedziałam kogo.
- Bardzo cię przepraszam, ale wypadło mi zdjęcie i- nie dokończyłam bo przerwała mi w pół zdania
-Dobra nie produkuj się ja też się zapatrzyłam- Gdy usłyszałam jej głos zrozumiałam że to Franceska. Nie spodziewałam się tego po niej, wygląda zupełnie inaczej zaczęła ubierać się na czarno i wyzywająco.
-Franceska?- zapytałam w końcu niepewnie, musiałam to wiedzieć.
- Tak, ale co to ma znaczyć?- odpowiedziała z zaskoczoną miną. Nie oczekiwał od niej innej.
- To ja Violetta przyjaźniłyśmy się w gimnazjum.- odpowiedziałam na jej pytanie z nadzieją, że przypomni sobie kim jestem.
-Vio vio aa tak Violetta! Ty chyba wyjechałaś do Nowego Yorku??
- No tak, ale wróciłam tu na studia, może wybierzemy się na kawę ? Porozmawiamy jak minęły nam te trzy lata?-Wypaliłam nie myśląc nawet czy ma Franceska chce kontynuować znajomość ze mną
-yyy- Podrapała się nerwowo po karku - Wiesz trochę jestem zajęta- Nie dałam jej dokończyć
- Rozumiem. Nie chcę się narzucać- Chciałam już odejść kiedy dziewczyna złapała mnie za nadgarstek i odwróciła do siebie.
- Nie dałaś mi skończyć- Uśmiechnęła się do mnie - Możemy się teraz spotkać mam jeszcze wolną godzinę
- To co idziemy do starbucks ?- Zapytałam wymieniając moją ulubioną kawiarnię
- Okej dawno już w nie nie byłam - odpowiedziała z nieśmiałą miną
Szłyśmy razem przez park, aż w końcu doszłyśmy do centrum Buenos Aires gdzie była kawiarnia.
Zajęłyśmy najlepsze miejsce przy oknie. Zamówiłyśmy kawy i już spokojnie mogłyśmy rozmawiać.
- No to jak było beze mnie przez te trzy lata, coś się zmieniło ?- zaczęłam rozmowę
- Myślę, że zmieniło się bardzo dużo. To tak ja, Ludmiła, Leon i Diego nie studiujemy nie opłacało się nam. Maxi i Cami są na prawie a Naty poszła na medycynę. Chłopcy poszli jeszcze na mechanikę, elektronikę i tp.- odpowiedziała trochę ze smutkiem w głosie
- No tak a dlaczego nie studiujecie ?, no oprócz powodu że wam się nie opłacało- uśmiechnęłam się do niej nie wiedząc że był to błąd
- Wiesz my mamy już pracę. Jest nietypowa, ale mamy z niej dużo pieniędzy.
- A co to za praca ? Może ja też się na nią załapię ?
- yyy- Podrapała się nerwowo po karku- Mogę cię zaprowadzić do szefa i sama się dowiesz a teraz powiedz co u ciebie ?
- Ja idę na studia od następnego półrocza, dlatego też szukam pracy hah a pamiętasz to ?- otworzyłam swój pamiętnik i  wyjęłam zdjęcie moje z Fran. Wyglądałyśmy zupełnie inaczej ja stałam się bardziej odważna w ubiorze a za to Fran powiedziałabym wulgarna. Wreście podałam jej zdjęcie a ona na to się uśmiechnęła.
- Fajne czasy, ale się skończyły nie sądzisz ?- Zapytała chcąc udowodnić, że po moim wyjeździe wszystko się  zmieniło
-Fran powiedz mi co u Leona ?Po moim wyjeździe nie odzywał się do mnie, jakby się obraził
- No tak był na ciebie zły, że nie zostałaś z nami tutaj. Myślał, że to przez to przez niego wyjechałaś, w końcu po kłóciliście się przed twoim wyjazdem.
-Przykro i że tak sądził, ale co teraz robi trzymasz się z nim ?
- No tak pracujemy razem, jednak Violu on w liceum stał się kimś innym. Zadaje się z dziwnymi ludźmi których nawet ja nie znam.Ma dziewczynę.
- Jak ta lafirynda ma na imię ?- zapytałam ze złością w oczach, którą było widać na 100 km
-On ma na imię Mia i jest na prawdę ładna.- Fran otworzyła torebkę i wyjęła z niej telefon, w którym przez chwilę szperała, aż w końcu podała mi go. Otworzona była w nim galeria i zdjęcie pewnej dziewczyny, chyba właśnie dziewczyny Leona. Muszę przyznać że jest na prawdę śliczna.
- Jest bardzo ładna- powiedziałam to z trudnością
- Niestety.- odpowiedziała ze smutkiem
- Dlaczego niestety ?- zapytałam, ponieważ byłam bardzo ciekawa odpowiedzi brunetki
-Bo wszyscy chłopcy na nią lecą !! Nawet Diego!! Mam już jej dość zawsze jest taka kochaniutka i bez bronna to dobija człowieka.Przecież wiadomo, że sama dałaby sobie świetnie rade
- Czekaj! - przerwałam jej - Czy tobie podoba się Diego ???- Zapytałam z wytrzeszczonymi oczami i chytrym uśmieszkiem
 -No co ty skąd do głowy przyszedł ci taki pomysł - Zarumieniła się. Już wiedziałam, że kłamie.
- Proszę nie udawaj sama przed chwilą powiedziałaś "Nawet Diego!!" Nie zaprzeczaj !1- Zaprowadziłam ją w kozi róg.
- Oj Viola weź to tak jakby oskarżać cię za to że cały czas czujesz coś do Leona!!
- Tto nie prawda!!- Schyliłam głowę w dół i zakryłam twarz włosami.
-No właśnie to co ty mi grozisz Hymm ?- Zaśmiała się
- Wiesz czasami mnie dobijasz !!!- Zaśmiałam się razem z nią. Tak rozpoczęły się nasze pogaduszki który mogłyby trwać w  nieskończoność, jednak do Fran zadzwonił telefon z pracy i musiała zmykać.Umówiłyśmy się, że jutro zwoła resztę i razem pogadamy i ogólnie.Postanowiłam pójść do domu pewnie rodzice, Angie i Olga umierają z tęsknoty. Na dworze już ciemno. Spojrzałam na mój biały zegarek widniała na nim godzina 20;04. Zadziwiające ile zeszły mi ta rozmowa z Fran. Może jej wygląd się zmienił, ale nadal jest tą niesamowitą duszą towarzystwa. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Szłam przez park, ponieważ to najkrótsza droga z centrum do domu.Nagle zaczął padać lekki deszczyk. Wzięłam moją torebkę i zakryłam nią głowę. Ocierałam się o ludzi którzy uciekali przed deszczem. Kiedy otarłam się o jednego mężczyznę poczułam ciepło, które czułam tylko przy jednym mężczyźnie. Podniosłam wzrok i ujrzałam ... Jego. Oczywiście z nią bo jak inaczej.To był Leon.
-Przepraszam- jąkałam się - Jja nie chciałam- mówiłam z wielkim żalem i bólem nawet nie wiem dlaczego.
- Dobra Darling nie przejmuj się- uśmiechnął się do mnie a jego dziewczyna uderzyła o barkiem.
- Leoś musimy już iść spieszymy się, a i miło było cię spotkać jak masz na imię ?
- yy Violetta - odpowiedziałam zdziwiona śmiałością Mii.
- Skądś znam to imię, może kiedyś się spotkaliśmy, ale teraz musimy iść. A no tak ja jestem Leon a to Mia- Popchnął do siebie szatynkę i przytulił ją.
- okejj może do zobaczenia - Odeszłam od nich może tak trochę chamsko ale bez przesady nie mam ochoty patrzeć na to jak się obściskują .Deszcz zaczął mocniej kropić, dlatego do domu wróciłam biegiem.Otworzyłam ogromne drzwi i od razu poczułam zapach moich ulubionych pierniczków, aż oblizałam się .Nie spodziewałam się że Mia oże być aż tak miła. Nie dość że jest ładna, to jeszcze miła i śmiałą.
-Jestem!!!!!!!!!!- Krzyknęłam na cały dom. Jednak nie uzyskałam odpowiedzi. Podeszłam do Kuchni zobaczyłam na stole małą karteczkę.
"Violuś kochanie musieliśmy załatwić więcej rzeczy niż przewidywaliśmy. Odgrzej sobie obiad. Jesteś pewnie sama bo Olga wyszła odwiedzić swoją matkę, Angie jest z nami. Nie przejmuj się wrócimy wieczorkiem. Buziaki Mama, Tata i Angie."
Dziwne. Mają tyle spraw od powrotu do Buenos Aires. Niestety muszę ich zrozumieć.
Postanowiłam pójść do mojego pokoju. Włączyć telewizor i się zrelaksować. Usiadłam i wyjęłam pamiętnik zaczęłam pisać:
"Dzisiejszy dzień był bardzo dziwny szczerze mówiąc nie dziwny, a smutny.Nikt oprócz rodziny mnie nie kojarzył. Zapomnieli o mnie o tym kim byłam w ich życiu. Najbardziej zabolało mnie to, że Leon mnie nie kojarzył, to było jednoznaczne z nie znał. Zabardzo chwaliłam ten dzień przed zachodem słońca. Ciekawe co z jutrem o fuck moje urodziny !!! Może Fran będzie wiedzieć że je mam. Muszę wziąć się za siebie i pokazać Leonowi że wiele stracił zrywając kontakty ze mną ale to nie tylko liczy się Leona, ale także wszystkich innych.Jutro będzie lepszy o wiele lepszy dzień."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje za przeczytanie :):)
Mały szantaż abym wiedziała dla kogo się produkuje :D:D
Rozdział 2 - 1 komentarz
Dużo nie wymagam oczywiście więcej komentarzy mile widziane :):)